Złoty Jubileusz Liceum Ogólnokształcącego w Koniecpolu   ::   18.06.2007r.
W tym roku Liceum Ogólnokształcące obchodzi 50-lecie swojego istnienia. Dlatego z tej okazji przypominamy naszym czytelnikom historię powstania tej szkoły.

Historia szkoły zaczęła się w marcu 1953 roku. Grupa rodziców-członków Komitetu Rodzicielskiego Szkoły Podstawowej w Koniecpolu m.in.: Janina Normant, Władysław Bieńkowski, Roman Margasiński, Longin Zemła oraz Lidia Piwowarczyk-dyrektor Zasadniczej Szkoły Metalowej w Koniecpolu rozpoczęli intensywne działania na rzecz utworzenia pełnej szkoły średniej. Zainicjowali oni plan dobudowy oficyny do istniejącego budynku szkolnego. Roboty budowlane rozpoczęto latem 1953 roku, które zakończono cztery lata później w 1957 roku. 23 czerwca 1957 roku Kurator Okręgu Szkolnego w Łodzi decyzją z dnia 23 czerwca 1957 roku utworzył Liceum Ogólnokształcące. 1 września 1957 roku przyjęto 22 uczniów-absolwentów szkół podstawowych. Dyrektorem szkoły została Lidia Piwowarczyk, a zastępcą Jadwiga Karnaś (odpowiadała za szkołę podstawową). Nauczycielami byli: Lidia Piwowarczyk (język rosyjski), Jadwiga Karnaś (matematyka), Zofia Bartnik (język rosyjski), Sabina Chojnacka (matematyka), Maria Gruszecka (nauczanie początkowe), Zuzanna Gruszecka (muzyka), Edward Klimczyk (matematyka i fizyka), Maria Kołodziejczyk (kultura fizyczna), Tadeusz Kossowski (historia i geografia), Ryszard Małek (prace ręczne i kultura fizyczna), Janina Małek (prace ręczne), Czesław Mirecki (biologia), Maria Zyzik (język polski), Stanisław Lipski (muzyka), Bronisław Lenarciński (bibliotekarz). Klasa VIIIa I klasa VIIIb to dwie pierwsze klasy licealne. W latach 1959/1960 kadra nauczycieli liceum stanowiła następujący skład: Lidia Piwowarczyk-dyrektor, Jadwiga Jaszczak (astronomia), Henryk Jaszczak (biologia i chemia), Edward Klimczyk (matematyka, fizyka i logika), Mieczysław Szczęśniak (historia), Janina i Ryszard Małkowie (prace ręczne i technika), Maria Romańska (język polski), Józef Skura (język niemiecki), Wiesława Zegadło (wychowanie fizyczne), Zdzisław Sadowski (przysposobienie wojskowe).

W maju 1961 roku odbył się pierwszy egzamin dojrzałości, do którego przystąpiło 20 uczniów, z czego zdało 12 abiturientów.

1 września 1962 roku nastąpiły kolejne zmiany w kadrze nauczycielskiej, i tak: Lidia Piwowarczyk była nadal dyrektorem szkoły, Sławomir Nowicki uczył języka polskiego, Mieczysław Szczęśniak-historii, wiedzy o społeczeństwie oraz propedeutyki filozofii, Józef Łapaj-fizyki i astronomii, Maria Rajca-biologii i chemii, Edward Klimczyk-matematyki i fizyki, Jan Skałczyński-wychowania fizycznego, Alojzy Kaczmarczyk-języka niemieckiego, Janina i Ryszard Małkowie-wychowania technicznego, Stanisław Lipski-wychowania muzycznego. Ryszard Małek został w tym czasie społecznym zastępcą dyrektora Liceum. Od 1963 roku do kadry nauczycielskiej dołączyli Róża i Bogdan Cipiorowie, Adam Goliński, Jadwiga Chmielewska, Helena Garczyńska oraz Edward Wojciechowski (1965). W 1965 roku odszedł na zasłużoną emeryturę długoletni kierownik szkoły podstawowej i bibliotekarz-Bronisław Lenarciński. 1 stycznia 1967 roku uchwałą Prezydium Powiatowej Rady Narodowej we Włoszczowie z dnia 27 sierpnia 1966 roku rozdzielono Szkołę Podstawową i Liceum Ogólnokształcące. Szkoła Podstawowa 26 stycznia 1967 roku przeszła do nowego obiektu szkolnego "Szkoły-Pomnika Tysiąclecia". 28 marca 1967 roku odbyło się samodzielne posiedzenie Rady Pedagogicznej Liceum Ogólnokształcącego, w którym uczestniczyli: Lidia Piwowarczyk, Róża Cipior (fizyka), Barbara Heininger (język polski), Alojzy Kaczmarczyk (język niemiecki), Edward Klimczyk (matematyka), Edward Wojciechowski (geografia), Maria Wiewiórowska (język polski), Henryk Dylewski (wychowanie fizyczne), Maria Rajca (biologia i chemia), Mieczysław Szczęśniak (historia), Ryszard Małek (wychowanie techniczne, społeczny zastępca dyrektora), Janina Małek (wychowanie techniczne).

1 września 1967 roku decyzją Kuratora Kieleckiego dyrektorem Liceum został Mieczysław Chodurski, a dotychczasowa dyrektor szkoły-Lidia Piwowarczyk wróciła na etat nauczyciela języka rosyjskiego. W tym też roku szkołę opuścili Henryk Dylewski i Edward Klimczyk. Skład nowej rady pedagogicznej uzupełnili: Barbara Wojciechowska (język polski), Natalia Płowiec (matematyka). Rok szkolny 1968/1969 przyniósł kolejne zmiany kadrowe: Edward Wojciechowski przeszedł na stanowisko dyrektora Zasadniczej Szkoły Zawodowej w Koniecpolu, a Mieczysław Szczęśniak awansował na stanowisko Inspektora Oświaty w Powiatowej Radzie Narodowej we Włoszczowie. Ich miejsce zajęli Tadeusz Nowak i Czesław Robak.
W lutym 1969 roku staraniem dyrektora Mieczysława Chodurskiego otwarto internat przy Liceum, którego kierownikiem został Czesław Robak, a wychowawcą-Tadeusz Nowak.
24 czerwca 1971 roku na emeryturę przeszła Lidia Piwowarczyk-założyciel i wieloletni dyrektor Zasadniczej Szkoły Metalowej, organizator i współtwórca Liceum Ogólnokształcącego, dyrektor LO w latach 1957-1967. W tym samym roku szkołę opuścili Janina i Ryszard Małkowie. W miejsce pana Małka pracę podjął Józef Kałuża. Od 1970 roku uczyli: Bernard Bladziak, Agnieszka Stolarczyk i Elżbieta Piątkiewicz. W roku szkolnym 1972/1973 pracę podjęła nauczycielka geografii Barbara Gawlikowska oraz Wiesława Mazanek.
W kolejnym roku szkolnym decyzją Inspektora Oświaty we Włoszczowie do budynku Liceum Ogólnokształcącego weszła Zasadnicza Szkoła Rolnicza, która istniała od końca lat 50-tych, ale w różnych szkołach była usytuowana. Organizatorami szkoły byli: Włodzimierz Kałucki i Józef Siwiec. Jej dyrektorem do 31 sierpnia 1974 roku była Helena Czayka. Od 1 września tego roku stanowisko dyrektora szkoły rolniczej powierzono Jadwidze Setkiewicz. Zwiększyła się kadra pedagogiczna w osobach: Marian Kalinowski i Bogdan Cipior. W czerwcu 1975 roku na zasłużoną emeryturę przeszedł Stanisław Lipski-wieloletni nauczyciel wychowania muzycznego.
W roku szkolnym 1975/1976 rada pedagogiczna LO składała się z następujących nauczycieli: Mieczysław Chodurski-dyrektor i nauczyciel historii, Barbara Wojciechowska i Elżbieta Piątkiewicz-język polski, Alojzy Kaczmarczyk-język niemiecki, Maria Rajca-biologia i chemia, Natalia Płowiec-matematyka, Róża Cipior-fizyka, Zofia Bednarek-wychowanie fizyczne, Tadeusz Stolarski-język polski (zastępstwo), Stanisław Mączyński-historia, Agnieszka Kałuża-język rosyjski, Barbara Gawlikowska-geografia, Józef Kałuża-wychowanie techniczne i kierownictwo internatu. W 1976 roku na zakończenie roku szkolnego pożegnano Józefa Kałużę, który przeszedł do innej pracy oraz dyrektora LO-Mieczysława Chodurskiego. Dyrektorem szkoły została Barbara Wojciechowska, która tę funkcję pełniła do 1978 roku. Rok 1976 był czasem otwarcia szkoły rolniczej dla pracujących-Technikum Rolnicze (3-letni cykl nauczania, zakończony egzaminem dojrzałości). Dyrektorem i organizatorem tej szkoły była Jadwiga Setkiewicz-dyrektor Zasadniczej Szkoły Rolniczej. Odszedł też wieloletni nauczyciel języka niemieckiego-Alojzy Kaczmarczyk. Języka niemieckiego zaczęła uczyć Maria Mrożek a elementy księgowości-Michał Margasiński. W roku szkolnym 1977/1978 powstała nowa szkoła-Liceum Rolnicze o 4-letnim cyklu nauczania, zakończona maturą. Kadrę pedagogiczną uzupełnili: Marian Małek i Wanda Żuchowska (język rosyjski).
1 września 1978 roku decyzją Kuratora Oświaty w Częstochowie z dnia 19 kwietnia 1978 roku szkoły: Liceum Ogólnokształcące, Zasadnicza Szkoła Rolnicza, Liceum Rolnicze i Technikum Rolnicze dla Pracujących połączono w jeden Zespół Szkół. Dyrektorem nowego zespołu mianowano Tadeusza Nowaka-wieloletniego nauczyciela LO. Zastępcą została Jadwiga Setkiewicz. Uczyli: Elżbieta Piątkiewicz i Wiesława Wieczorek-język polski, Agnieszka Kałuża i Wanda Żuchowska-język rosyjski, Adela Soja-język niemiecki, Stanisław Mączyński-historia i przysposobienie obronne, Maria Rajca-biologia i chemia, Natalia Płowiec i Maria Goleniewska-matematyka, Róża Cipior-fizyka, Zofia Bednarek-wychowanie fizyczne, Maria Nowak-muzyka, Marian Marek i Marian Kalinowski- przedmioty zawodowe. W kolejnym roku szkolnym szkoła zatrudniła nauczycielkę języka niemieckiego - Marię Gurtman. W czerwcu 1980 roku pożegnano uroczyście odchodzącą na emeryturę Jadwigę Setkiewicz. Zastępcą szkoły została Elżbieta Piątkiewicz, która tę funkcję pełniła do 1981 roku. Od 1 września 1980 roku w skład zespołu weszła Zasadnicza Szkoła Rolnicza w Żytnie pod kierownictwem Alfreda Ciepielskiego. Szkoła mieściła się w budynku szkoły podstawowej a jej dyrektorem była Barbara Dymecka. 1 września 1981 zastępcą dyrektora Zespołu Szkół został Marian Kalinowski. Natomiast w tym samym czasie w Żytnie otwarto Średnie Studium Rolnicze o 3-letnim cyklu nauczania, zakończone egzaminem dojrzałości. Od 1982 roku szkoły rolnicze w Żytnie decyzją Kuratora Oświaty w Częstochowie zostały wyłączone z Zespołu Szkół w Koniecpolu. W tym samym roku odeszła Maria Gurtman, a w jej miejsce została zatrudniona Adela Soja. W kolejnym roku szkolnym 1983/1984 Różę Cipior zastąpił Lech Walt, odszedł na rok Marek Ziętal, przybył Krzysztof Kostarczyk- nauczyciel języka niemieckiego. Uczyli także Marian Marek, Bogdan Kowalczyk, Andrzej Smarzyński, Jan Złotnicki. W 1984 roku kadrę nauczycielską uzupełnili Anna Jura-fizyka oraz Zdzisław Zychowski-przedmioty zawodowe, w późniejszych latach nauczyciel biologii.
W 1985 roku działalność zakończyła Zasadnicza Szkoła Rolnicza, istniejąca od lat 50-tych. W kolejnym roku przestało istnieć Liceum Rolnicze o specjalności ogólnorolniczej. W tym samym roku czyli 1986 odszedł do pracy w Częstochowie Krzysztof Kostarczyk, zastąpiła go Hanna Stala (do 1987 roku). Odeszła na emeryturę także Maria Rajca-długoletnia nauczycielka i wychowawczyni internatu. Pracę zaczęła Małgorzata Migalska- nauczyciel fizyki. W1987 roku oprócz nauczycieli już pracujących w szkole języka niemieckiego uczył Mariusz Szyma, chemii i pisania na maszynie Wanda Kotela, matematyki Maria Wydrych (Goleniewska), wychowania fizycznego-Bernard Bladziak, Włodzimierz Kałucki i Marian Marek-przedmiotów zawodowych, Zdzisław Sąciński-wychowania fizycznego, Leszek Skórkowski-wychowania technicznego, Czesław Robak-matematyki, Alina Budzynowska-geografii.
31 sierpnia 1988 roku na emeryturę odszedł Marian Marek. 1 września tego roku pracę podjęli: Teresa Kościańska-wychowanie fizyczne, Aleksandra Leśniak-przedmioty zawodowe, Jakub Budzynowski-wychowanie plastyczne, Danuta Kusak-informacja naukowa, Małgorzata Skrobich-fizyka-zastępowała Małgorzatę Migalską.
W roku szkolnym 1989/1990 po odejściu nauczyciela języka niemieckiego Mariusza Szymy, tego języka uczyli Zbigniew Kulwas, później Jerzy Frej a od kwietnia 1990 roku Krystyna Wojt-absolwentka germanistyki Uniwersytetu Wrocławskiego. Na emeryturę przeszedł nauczyciel przedmiotów zawodowych Włodzimierz Kałucki. Uczyli także: Zenon Sobalak (wiedza o prawie), Jerzy Garus (fizyka), Krystyna Nikoda (przedmioty rolnicze), Małgorzata Antoń (bibliotekarz). W 1990 roku do szkół wróciła religia, nauczycielem tego przedmiotu był ks. Jan Jurkowski. Z pracy odeszli Danuta Kusak i Zenon Sobalak.
W roku szkolnym 1992/1993 uruchomiono Liceum Zawodowe o specjalności wiejskie gospodarstwo domowe, natomiast w kolejnym roku szkolnym powstało Liceum Zawodowe o specjalności pracownik administracyjno - biurowy. Przedmiotów ekonomicznych uczyła Barbara Kasiura, pisania na maszynie-Wanda Kotela.
Z nowym rokiem pracę rozpoczęli: Edyta Rydzek-język niemiecki, ks. Wojciech Zięć-religia. W 1994 roku na zasłużoną emeryturę przeszedł Marian Kalinowski, pracujący ponad 30 lat w oświacie. Na stanowisko zastępcy dyrektora powołano Agnieszkę Kałużę. Przybyli: m.in. ks. Jarosław Sułecki, Iwona Sztajnowska (język polski), Gabriela Bączyńska (przedmioty ekonomiczne), Anna Walczak(przedmioty zawodowe). Uczyła także Teresa Kołodziejska (język rosyjski), Halina Skierko (przedmioty zawodowe), Maria Nowak (muzyka), Andrzej Smarzyński (informatyka).
W czerwcu 1997 roku na emeryturę przeszła wieloletnia nauczycielka matematyki Natalia Płowiec- w zawodzie przepracowała 30 lat. Zastąpiła ją Grażyna Cipior. Przyszła także nauczycielka języka angielskiego-Beta Słupczyńska.
W 1998 roku pracę w Zespole szkół podjęli: Mirosław Gałwiaczek (historia i wychowanie fizyczne), Robert Pośpiech (biologia) i Grzegorz Nowak (język angielski). Od1999 roku religii uczył ks. Marek Zawłocki. W kolejnym roku szkołę zasiliła Milena Kowalik z języka niemieckiego oraz Dariusz Saternus nauczyciel wychowania fizycznego. W 2001 roku dołączyła nowa nauczycielka języka niemieckiego-Magdalena Kostowiecka. Zaczął uczyć także wychowania fizycznego Mariusz Bobrowski. Przedmiotów zawodowych uczyła także Anna Lewandowska.
W czerwcu 2002 roku na emeryturę odeszli dyrektorzy Agnieszka Kałuża i Tadeusz Nowak. Nowym dyrektorem została Małgorzata Migalska, a zastępcą-Edyta Młyńska. W tym czasie uczyli nowi nauczyciele: Paweł Krzyszczyk-język angielski, Anna Olczyk-język niemiecki, Anna Rutkowska-fizyka, ks. Dariusz Nowakowski-religia, obecnie tego przedmiotu uczy ks. Tadeusz Domagała.
W 2004 roku uczniowie i nauczyciele pożegnali odchodzących na emeryturę: Annę Walczak i Stanisława Mączyńskiego. W 2006 roku na emeryturę odeszła długoletnia polonistka-Wiesława Wieczorek. W ostatnim czasie dołączyli do kadry pedagogicznej: Jacek Folaron-historyk, Agnieszka Michałek-Folaron-polonistka, Joanna Sokolińska-nauczyciel fizyki.
Dyrektorzy Liceum i Zespołu Szkół: Lidia Piwowarczyk-LO (1957-1967); Mieczysław Chodurski-LO (1967-1976); Barbara Wojciechowska-LO (1976-1978); Jadwiga Setkiewcz-Zasadnicza Szkoła Rolnicza, Liceum i Technikum (1974-1978); Tadeusz Nowak-Zespół Szkół (1978-2002); Małgorzata Migalska-Zespół Szkół (od 2002 roku).
Zastępcy dyrektorów: Jadwiga Karnaś-społecznie (1957-1962); Ryszard Małek-społecznie (1962-1976); Jadwiga Setkiewicz-Zespół Szkół (1978-1980); Elżbieta Piątkiewicz-Zespół Szkół (1980-1981); Marian Kalinowski-Zespół Szkół (1981-1994); Agnieszka Kałuża-Zespół Szkół (1994-2002); Edyta Młyńska-Zespól Szkół (od 2002 roku).
Kierownicy internatu: Czesław Robak (1969-1974); Józef Kałuża (1974-1976); Agnieszka Kałuża (1976-1979); Zofia Bednarek (1979-1981); Stanisława Kurpios (1981-1982); Maria Rajca (1982-1984).


Poniżej przedstawiamy Państwu wywiady z profesorami szkoły średniej, osobami które na trwałe zapisały się w pamięci uczniów, wspaniałymi wychowawcami i doskonałymi nauczycielami. Dziękujemy im za trud wychowania i przekazania młodzieży cennej wiedzy. W imieniu redakcji "Gazety Koniecpolskiej" dziękujemy za przekazane wspomnienia, zabawne anegdoty i informacje dotyczące pracy zawodowej.

Rozmowa z Panią Elżbietą Piątkiewicz

Iwona Zatońska: W tym roku mija 50 lat istnienia szkolnictwa średniego w Koniecpolu. Jak wspomina Pani ten czas w pracy z młodzieżą?
Elżbieta Piątkiewicz: Dla mnie ten czas pracy z młodzieżą wciąż trwa, a to dowodzi, że wciąż znajduję w niej wiele satysfakcji, mimo że w oświacie nie najlepiej się dzieje. Szczerze mówiąc, nie zastanawiam się nad upływającym czasem i nad tym, że uczę kolejne pokolenia moich uczniów.... "Trochę z siebie dać innym"-to moje motto. Wciąż uczę się sztuki życia z ludźmi.

I.Z.: Ile lat przepracowała Pani w szkole średniej?
E.P.: W roku 1970 wraz z p. Agnieszką Kałużą i p. Bernardem Bladziakiem rozpoczęłam pracę w Liceum Ogólnokształcącym w Koniecpolu. Grono pedagogiczne przyjęło nas bardzo sympatycznie.

I.Z.: Jakie były początki pracy?
E.P.: Ze wzruszeniem wspominam początki pracy w liceum. Byliśmy młodzi, pełni twórczego zaangażowania, radośni i przekonani, że osiągniemy wszystko, co zaplanujemy. Dziś wiem, że aż tyle od nas nie zależy, ale że kształtuje nas i wypełnia to, co kochamy.

I.Z.: Jakiego przedmiotu Pani uczyła? Czy pełniła Pani też inne obowiązki?
E.P.: Zgodnie z wykształceniem uczyłam języka polskiego, prowadziłam zajęcia fakultatywne w grupie humanistycznej, uczyłam również wychowania plastycznego. Sztuka, psychologia i filozofia to dziedziny, które są mi szczególnie bliskie. Byłam również krótko z-cą dyrektora, ale po wypadku samochodowym zdecydowałam się pozostać na stanowisku nauczyciela przedmiotu. Byłam wychowawcą wielu klas, od lat pełnię funkcję przewodniczącej Zespołu Wychowawczego w Liceum.

I.Z.: Czy jest taki uczeń, który zapisał się najbardziej Pani w pamięci. A może pamięta Pani jakąś zabawną sytuację szkolną?
E.P.: Trudno wymienić wszystkich, których doskonale pamiętam, a nie chciałabym nikogo pominąć. Dlatego pozostanę przy stwierdzeniu, że mam wielu przyjaciół wśród moich uczniów, którzy są ze mną w kontakcie i są światłem dla mojej duszy.
W ciągu kilkudziesięciu lat pracy zdarzyło się wiele zabawnych sytuacji. Przytoczę kilka z nich:
-Egzamin maturalny z j. polskiego: uczeń ma zinterpretować problem z "Chłopów" Reymonta. Widać, że ma z tym problem, ale ratuje się jak może. Mówi, że Antek z Jagną spotykali się chyba w stodole... Przewodniczący Komisji Egzaminacyjnej wpada mu w słowo: "A może na rżysku?... Uczeń przytakuje: "Tak, tak na rżysku"...
-Każdego roku przy okazji omawiania "Wesela" jeździłam z klasą trzecią do Krakowa-zwiedzaliśmy miejsca związane z Wyspiańskim i obowiązkowo Bronowice. Po Rydlówce oprowadzała nas często żona wnuka Lucjana Rydla-osoba starsza, drażliwa i dosyć trudna w kontaktach. Uczulałam uczniów, by nie przysparzali kłopotów i pilnie słuchali. Istotnie tak było, ale pani Rydlowa i tak wyłapywała jakiś gest czy spojrzenie w bok. Kiedy jeden z uczniów się uśmiechnął, usłyszałam: "Po co Pani ich tu przywiozła, należało ich wywieźć do wesołego miasteczka."
-Kiedyś zwiedzaliśmy Jamę Michalika. Skoro już tam byliśmy, zapragnęliśmy zjeść lody "a la Michalik". Złożyliśmy zamówienie. Po chwili kelnerka poinformowała nas, że alkohol podaje się dopiero od 13:00. W recepturze lodów było kilka kropli alkoholu, ale jak smakowały, nie mogliśmy stwierdzić...
-Podczas Olimpiady o Polsce i świecie współczesnym uczniowie mieli problem z odpowiedzią na pytanie, jak miał na imię pisarz rosyjski Paustowski. Postanowiłam im pomóc, podpowiadając: "Tak jak Gałczyński". Wszyscy napisali: "Ildefons".
-Pojechaliśmy do Pieskowej Skały. Właśnie uruchomiono w obiekcie stylową kawiarnię. Pogoda była niżowa, więc z koleżanką postanowiłyśmy wypić kawę z adwokatem. Kelnerka zamiast dyskretnej "wkładki" przyniosła na tacy kawy i dwa kieliszki z alkoholem. Uczniowie byli ubawieni, a my skonsternowane... i zdekonspirowane...

I.Z.: Czy wielu uczniów ukończyło studia związane z Pani przedmiotem?
E.P.: Trudno wymienić wszystkich nauczycieli języka polskiego, którzy pracują do dziś w wielu szkołach w Polsce, bo nie prowadziłam takiej statystki, ale wiem, że chyba w każdej szkole naszej gminy uczą nasi wspaniali uczniowie, z którymi miałam kontakt w szkole średniej.

I.Z.: Czym kierowała się Pani w swojej pracy zawodowej?
E.P.: Odpowiadając na to pytanie, posłużę się anegdotą rodzinną. Mój tato był kierownikiem szkoły, mieszkaliśmy więc w szkole. Po drugiej stronie korytarza były klasy lekcyjne. Rodzice opowiadali, że gdy miałam dwa, może trzy lata wymykałam się z mieszkania, dźwigając mały stołeczek. Wdrapywałam się na niego, by dosięgnąć klamki i krzyczałam w dziurkę od klucza: "Maniuś otwórz, bo ja idę uczyć dzieci." Tato otwierał drzwi, a uczniowie byli chyba zadowoleni, ale z innego powodu... . Czasem mówię do moich uczniów, że na tym drugim świecie też będę sprawdzać zeszyty i uczyć dzieci, bo chyba nic innego nie potrafię...

I.Z.: Czego możemy Pani życzyć?
E.P.: Czego mi życzyć? "Nic dwa razy się nie zdarza..." więc chyba tylko zdrowia. Wszystkim nauczycielom życzę wiary, że kiedyś w tym zawodzie doczekają się godziwego wynagrodzenia za ich trudną pracę. Uczniom życzę, by mieli odwagę "sięgać gwiazd", a rodzicom, by byli dumni ze swych pociech.

Rozmowa z Panią Agnieszką Kałużą

Iwona Zatońska: W tym roku mija 50 lat istnienia szkolnictwa średniego w Koniecpolu. Jak wspomina Pani ten czas w pracy z młodzieżą?
Agnieszka Kałuża: Czas spędzony w szkole nie był dla mnie czasem straconym. Z perspektywy oceniam, iż wybrałam właściwą drogę zawodową, a utwierdził mnie w tym przekonaniu jeszcze podczas studiów mój metodyk, który obserwując prowadzone przez mnie zajęcia z uczniami zawsze podkreślał, że jestem "prawdziwym pedagogiem". To było bardzo budujące stwierdzenie-uwierzyłam wówczas, że jestem stworzona do pracy z młodzieżą. Nigdy w życiu nie żałowałam swojego wyboru. Praca z młodzieżą oraz rodzicami dostarczała mi mnóstwo satysfakcji i doświadczeń życiowych. W szkole mogłam realizować swoje pasje życiowe, pomysły na życie, oddziaływać wychowawczo na młode umysły, a szczególnie na uczniów sprawiających trudności wychowawcze. Z przykładami życzliwości uczniów i rodziców spotkałam się i spotykam na każdym kroku. Wierzę również, że wielu z nich zachowało mnie we wdzięcznej pamięci.

I.Z.: Ile lat przepracowała Pani w szkole średniej?
A.K.: Trzydzieści cztery lata- od 1970 do 2004 roku. Jestem jedyną nauczycielką, która w szkole średniej w Koniecpolu rozpoczęła i zakończyła swoją karierę zawodową.

I.Z.: Jakie były początki pracy?
A.K.: Najsympatyczniej wspominam początek mojej kariery zawodowej. Zarówno Dyrekcja, jak i koleżanki oraz koledzy wspaniale przyjęli mnie do swojego grona. Spotykając się z ich wsparciem i życzliwością, z pełną energią przystąpiłam do pracy, wierząc w powodzenie i sukcesy. Jako młody pedagog miałam przesympatyczne kontakty z uczniami-wiele godzin wolnego czasu spędzaliśmy na boisku szkolnym, spływach kajakowych, przy ognisku, zimą na kuligach. Młodzież bardzo często prosiła mnie o zorganizowanie wspólnych wycieczek turystyczno-krajoznawczych, a uczestnictwo w nich pozwoliło mi poznać dokładnie uroki wielu zakątków Polski oraz dostarczyło niezapomnianych wrażeń i przeżyć estetycznych, co bardzo często wykorzystywałam w mojej pracy zawodowej.

I.Z.: Jakiego przedmiotu Pani uczyła? Czy pełniła Pani też inne obowiązki?
A.K.: Jestem absolwentką filologii rosyjskiej na WSP w Krakowie, zatem uczyłam w szkole języka rosyjskiego. W swojej karierze zawodowej przez wiele lat pracowałam jako wychowawca klasy i wychowawca w internacie, sześć lat pełniłam funkcję zastępcy dyrektora, byłam wieloletnim prezesem Ogniska ZNP i zastępcą prezesa Oddziału ZNP, opiekowałam się SK TPPR i wchodziłam w skład aktywu kierowniczego szkoły.

I.Z.: Czy jest taki uczeń, który zapisał się najbardziej Pani w pamięci. A może pamięta Pani jakąś zabawną sytuację szkolną?
A.K.: W pamięci zapisują się zazwyczaj dobrzy uczniowie, i takich na swojej drodze zawodowej spotkałam bardzo wielu. Nie chciałabym wymieniać ich z nazwiska, choć na to zasługują, gdyż niechcący mogłabym któregoś z nich pominąć. Zawsze w życiu najbardziej ceniłam uczniów pracowitych, ambitnych, uczciwych, otwartych i przejawiających inicjatywę. Właśnie taką osobą była Agnieszka, która już w I klasie na moje pytanie, kim chce zostać w przyszłości-bez namysłu odpowiedziała-"lekarzem, będę zdawała na studia do oporu". Oczywiście dostała się za pierwszym razem, studia medyczne ukończyła pomyślnie, wyższe kwalifikacje zdobyła w Niemczech i w tej chwili z tytułem doktora nauk medycznych ratuje życie wielu pacjentom. Zawsze stawiałam ją za wzór uczniom, którzy krępowali się mówić o swojej przyszłości.
Zabawnych sytuacji, szczególnie na lekcjach języka obcego, było mnóstwo. Pozostały one zapewne we wspomnieniach moich wychowanków. Myślę, że podczas zjazdu podzielą się niektórymi z nich. Mnie utkwiła w pamięci następująca. Oto na jednej z lekcji poleciłam uczniom przetłumaczyć rosyjskie zdanie: "On sieł na krawat’ i stał nadiewat’ rubaszku" (fonetycznie). Reakcja jednego z uczniów była natychmiastowa-wstał i powiedział: "Usiadł na krowę i zaczął nadziewać rybę". Prawidłowe tłumaczenie: "Usiadł na łóżku i zaczął ubierać koszulę". W klasie wybuchły salwy śmiechu, ja, mimo wielkich usiłowań, również nie mogłam ukryć rozbawienia.

I.Z.: Czy wielu uczniów ukończyło studia związane z Pani przedmiotem?
A.K: Język rosyjski z czasem przestał być wiodącym językiem w szkole i zainteresowanie go również zmalało, ale na początku mojej pracy było inaczej. Wielu uczniów uczestniczyło w olimpiadzie z języka rosyjskiego, konkursach poezji i prozy rosyjskiej (Elżbieta Hajduk zakwalifikowała się do eliminacji centralnych w Kołobrzegu), w konkursie piosenki rosyjskiej (Marek Pietralik zdobył wyróżnienie wojewody częstochowskiego). Po maturze kilku uczniów podjęło z powodzeniem studia na filologii rosyjskiej. Sześciu absolwentów ukończyło studia, losów pozostałych nie znam.

I.Z.: Czym kierowała się Pani w swojej pracy zawodowej?
A.K.: Starałam się przede wszystkim:
-zainteresować swoim przedmiotem,
-rzetelnie przekazywać wiedzę merytoryczną,
-w miarę moich możliwości obiektywnie oceniać uczniów,
-utrzymywać z nimi partnerskie relacje z jednoczesnym zachowaniem dystansu,
-dostrzegać w każdym coś pozytywnego,
-dowartościowywać uczniów,
-częściej nagradzać niż karać,
-słuchać wychowanków i rozmawiać z nimi.
Te i inne zasady przyświecały mi zawsze w pracy zawodowej.

I.Z.: Czego możemy Pani życzyć?
A.K.: Dobrego zdrowia dla mnie i mojej rodziny, spokoju, kondycji do prowadzenia domu i zagospodarowania wolnego czasu (ogród, wycieczki rowerowe), wielu przyjaciół i miłych spotkań towarzyskich.
Z okazji Złotego Jubileuszu Liceum Ogólnokształcącego w Koniecpolu pragnę przekazać Dyrekcji, Gronu Pedagogicznemu, Pracownikom Administracji i Obsługi oraz wszystkim Absolwentom serdeczne życzenia realizacji życiowych planów, sukcesów w życiu osobistym i pracy zawodowej oraz wszelkiej pomyślności. Niezmiernie żałuję, że nie dane mi było pracować w pięknej, nowoczesnej szkole, ale jako mieszkanka Koniecpola wyrażam nadzieję, że kolejne pokolenia, ucząc się w tak wspaniałych warunkach zdobędą rzetelną wiedzę, co pozwoli im realizować swoje życiowe plany.

Z poważaniem była nauczycielka
Zespołu Szkół - Agnieszka Kałuża.

Rozmowa z Panią Natalią Płowiec

Iwona Zatońska: W tym roku mija 50 lat istnienia szkolnictwa średniego w Koniecpolu. Jak wspomina Pani ten czas w pracy z młodzieżą?
Natalia Płowiec: 50 lat, to spory okres czasu. Nie było mi dane tyle przepracować w szkole, chociaż są zawody, w których obchodzi się 50-lecie pracy zawodowej. Jednak nie wyobrażam sobie nauczyciela pracującego tyle lat. Muszę przyznać, że okres pracy w szkole, to bardzo przyjemny czas, żałuję, że już się skończył. Plusem jest to, że pozostały miłe wspomnienia i właściwie nie przypominam sobie, aby miały miejsce jakieś przykre chwile. Stwierdzam, że nauczyciel to jeden z piękniejszych zawodów i gdybym miała jeszcze raz wybierać, to na pewno zostałabym nauczycielką matematyki.

I.Z.: Ile lat przepracowała Pani w szkole średniej?
N.P.: W szkole średniej, konkretnie w LO w Koniecpolu a później w Zespole Szkół pracowałam 30 lat. To tyle, ile czasu należało przepracować, aby odejść na emeryturę. Nie rozstawałam się ze szkołą z entuzjazmem, bowiem praca z młodzieżą sprawiała mi radość i dawała satysfakcję. Sytuacja życiowa zmusiła mnie do podjęcia takiej a nie innej decyzji.

I.Z.: Jakie były początki pracy?
N.P.: Początki są zawsze trudne. Pamiętam, kiedy przestąpiłam próg szkoły już nie jako uczennica, ale pani nauczycielka. Dziwnie się czułam, tym bardziej że maturzyści byli niewiele młodsi ode mnie, a niektórzy przewyższali mnie wzrostem. Musiałam zaprzyjaźnić się z młodzieżą, a jednocześnie być wychowawcą. Miałam za zadanie przekazywać swoją wiedzę jasno i zrozumiale, prowadzić w sposób ciekawy lekcje, aby młodzież była zainteresowana tematem. Wymagało to dobrego przygotowania z mojej strony. Każda lekcja musiała być dobrze przemyślana i przygotowana na piśmie. Takie były zalecenia odgórne. Przez pierwsze trzy lata pracy nauczyciel pisał konspekty lekcji, które były sprawdzane przez dyrektora szkoły w czasie hospitacji lekcji. Po trzech latach nauczyciel zdawał egzamin przed komisją kuratoryjną i otrzymywał stopień nauczyciela mianowanego. Później otrzymywał stopień profesora szkoły średniej. Z biegiem lat zmieniały się przepisy dotyczące edukacji nauczyciela. Dzisiaj wygląda to zupełnie inaczej.

I.Z.: Jakiego przedmiotu Pani uczyła? Czy pełniła Pani też inne obowiązki?
N.P: Uczyłam matematyki zgodnie z ukończonym kierunkiem studiów. Studiowałam na wydziale matematyczno-fizycznym, więc miałam też prawo nauczania fizyki. Dlatego, kiedy brakowało w szkole nauczyciela fizyki, byłam pierwszą osobą, która mogła uczyć tego przedmiotu. Oprócz nauczania matematyki pełniłam funkcję opiekuna Samorządu Szkolnego. Ta praca pozwoliła mi lepiej poznać młodzież, bardziej zrozumieć jej problemy i nawiązać bliższe kontakty. Młodzież miała wiele inicjatywy i pomysłów na organizowanie życia w szkole. Współpraca z młodzieżą układała mi się bardzo dobrze, dlatego opiekę nad Samorządem Szkolnym sprawowałam przez 17 lat.

I.Z.: Czy jest taki uczeń, który zapisał się najbardziej Pani w pamięci. A może pamięta Pani jakąś zabawną sytuację szkolną?
N.P.: Przeważnie pamięta się osoby, które w szczególny sposób były bliskie. W moim przypadku byli to uczniowie, którzy pełnili funkcję przewodniczących Samorządu Szkolnego, przewodniczących klasowych, bo przez wszystkie lata pracy pełniłam funkcję wychowawcy klasy, jak również uczniowie bardzo dobrzy z matematyki i tacy, którym pomagałam rozwiązywać problemy życiowe. Z pamięcią o uczniach wiążą się różne sytuacje, czasami nawet śmieszne, czy zabawne, które miały miejsce przy okazji imprez szkolnych. Pamiętam jedną z takich. Był to "Dzień Wiosny". Chłopcy przebrani za dziewczynki i odwrotnie. Mnie przebrano za "Wiosnę". Było przy tym dużo śmiechu. Ponieważ pierwszy dzień wiosny był dniem wagarowicza, dlatego organizowano różne imprezy zachęcające uczniów do pozostania w szkole.

I.Z.: Czy wielu uczniów ukończyło studia związane z Pani przedmiotem?
N.P.: Trudno mi podać konkretną liczbę, nie prowadziłam statystyki. Faktem jest, że kiedy matematyka przestała być przedmiotem obowiązkowym na maturze, to zawsze znalazła się grupa uczniów chętnych do zdawania matematyki jako przedmiotu wybranego. Z tej grupy część osób wybierała studia matematyczne. Wielu z nich zostało nauczycielami matematyki.

I.Z.: Czym kierowała się Pani w swojej pracy zawodowej?
N.P.: Każdy nauczyciel powinien cieszyć się autorytetem. Powinien być wzorem dla uczniów. Nie jest to łatwe. Dlatego należy dużo nad sobą pracować. Starałam się być na bieżąco w sytuacji polityczno-gospodarczej kraju, orientować się w wydarzeniach kulturalnych, sportowych, oświatowych nie tylko w kraju, ale i na świecie. Ciągle poszerzałam swoją wiedzę matematyczną, ukończyłam studia podyplomowe i zdobyłam II stopień specjalizacji zawodowej. Obok wiedzy fachowej bardzo ważne było, żeby być dobrym przyjacielem ucznia, otaczać go miłością i szacunkiem, a także wspierać w trudnych chwilach i co najważniejsze oceniać go sprawiedliwie.

I.Z.: Czego możemy Pani życzyć?
N.P.: Chociaż zakończyłam pracę w szkole, jednak nadal czuję się nauczycielką i bardzo obchodzą mnie sprawy oświaty. W związku z tym życzę, aby reforma szkolnictwa szła we właściwym kierunku, żeby ze szkół wyeliminowana była agresja i żeby młodzież w szkole czuła się tak samo bezpiecznie i pewnie jak w domu.

Rozmowa z Panem Tadeuszem Nowakiem

Iwona Zatońska: W tym roku mija 50 lat istnienia szkolnictwa średniego w Koniecpolu. Jak wspomina Pan ten czas w pracy z młodzieżą?
Tadeusz Nowak: Tak, 50 lat już minęło kiedy powstało Liceum Ogólnokształcące w Koniecpolu. w 1957 roku Łódzki Kurator Oświaty wydał decyzję powołującą pełną czyli 4-letnią szkołę średnią, zakończoną egzaminem dojrzałości. Pierwsi absolwenci opuścili szkołę w 1961 roku. Ja przyszedłem do pracy w tej szkole w roku 1968. W zasadzie była już tam ukształtowana kadra pedagogiczna z pełnymi kwalifikacjami do nauczania w tym typie szkoły. Trafiłem do liceum 7.10.1968 roku. W tym dniu a może wcześniej, chyba 1 października tego roku nauczyciel historii LO-Mieczysław Szczęśniak został powołany na Inspektora Oświaty we Włoszczowie. Było wolne miejsce i mnie ze Szkoły Podstawowej w Kluczewsku przeniesiono do Koniecpola. Pracowali tutaj zasłużeni nauczyciele: Lidia Piwowarczyk, Alojzy Kaczmarek, Barbara Wojciechowska, Róża Cipior, Natalia Płowiec, Stanisław Lipski, Maria Rajca oraz dyrektor-Mieczysław Chodurski. Przybył też Czesław Robak. Do pracy zostałem przyjęty bardzo miło. Przydzielono mi głównie godziny z propedeutyki wiedzy o społeczeństwie i wychowanie fizyczne. Ponieważ na studiach czynnie zajmowałem się sportem, to ten ostatni przedmiot sprawiał mi wiele satysfakcji, mimo że warunki pracy były bardzo trudne. Wspaniała za to była młodzież. Były to zdecydowanie w większości dzieci wiejskie i małomiasteczkowe, ale zaangażowane, otwarte na wiedzę, na rzeczywistość i na nauczyciela. Nauczyciel był dla nich przewodnikiem, starszym kolegą ale i opiekunem. W 1970 roku pracę zaczęli: Agnieszka Kałuża, Elżbieta Piątkiewicz i Bernard Bladziak. Mimo trudnych warunków szkoła tętniła życiem. Zajęcia odbywały się często do godziny 18-19, a czasami razem z profesorem Robakiem i młodzieżą oglądaliśmy niebo do późnych godzin wieczornych. Rozwijało się także życie sportowe. Były kajaki-urządzano spływy kajakowe, były namioty-urządzano biwaki, były łyżwy-robiliśmy lodowisko, był także sport lekkoatletyczny. Przede wszystkim dominowała jednak piłka nożna, w którą graliśmy z młodzieżą na boisku na Jagodziu. Tam też była strzelnica szkolna, często uczęszczana przez uczniów. LO w Koniecpolu rywalizowało z LO w Szczekocinach i Włoszczowie. Zdarzało się, że w konkurencjach sportowych czy konkursach wiedzy wyprzedzały nas Szczekociny i Włoszczowa, ale najważniejszym osiągnięciem szkoły było dostanie się na studia wyższe absolwentów. My-nauczyciele robiliśmy wszystko, by właściwie przygotować uczniów do matury, abiturientów do egzaminu na studia. Jak się dziś patrzy z perspektywy 39 lat podczas pobytu w Koniecpolu, to mogę spokojnie stwierdzić, że postawione zadania przed szkołą zostały zrealizowane. Jesteśmy bardzo dumni z naszych absolwentów.

I.Z.: Ile lat przepracował Pan w szkole średniej? Czy pełnił Pan też inne obowiązki?
T.N.: Pracę nauczyciela zacząłem w 1968 roku i zakończyłem w 2002 roku, czyli przepracowałem w sowim zawodzie 34 lata. Od 1978 roku byłem dyrektorem nowoutworzonego Zespołu Szkół i to stanowisko sprawowałem do 2002 roku, czyli przejściem na emeryturę. Na przestrzeni 50 lat istnienia Liceum, moja kadencja jako kierownika tej placówki trwała 24 lata, czyli prawie połowę czasu istnienia szkoły. Jestem dumny, że udało mi się przez tak skomplikowany okres naszych dziejów spokojnie kierować placówką, tak ważną w naszym środowisku. Przecież w tym trudnym czasie nadaliśmy szkole imię płk. Zygmunta Chmieleńskiego, przekazany został młodzieży sztandar, założono centralne ogrzewanie (1984), a w 1994 roku młodzież otrzymała nową salę gimnastyczną. Wszystko to wymagało zabiegów i działań dyrekcji ale i nauczycieli. Jestem wdzięczny nauczycielom za współpracę a uczniom za lojalność.

I.Z.: Czy jest taki uczeń, który zapisał się najbardziej Panu w pamięci. A może pamięta Pan jakąś zabawną sytuację szkolną?
T.N.: Przez ten czas było prawie trzyipółtysiąca młodych ludzi. Każdy z nich był indywidualistą, każdy z nich chciał się czymś od innych różnić i się różnił. Zapamiętałem bardzo dużo twarzy uczniów, ale roczników pamiętam niewiele. Dlatego nie chcę nikogo wyróżniać ani szczególnie prezentować. Pamiętam takie zdarzenie, kiedy w lutym 1969 roku w budynku szkoły otwarto internat i było duże zainteresowanie ze strony męskiej młodzieży koniecpolskiej i to nie szkolnej. Zdarzały się w nocy wizyty młodzieńców a nawet żonatych chłopców ciekawskich dziewczęcego życia. Ponieważ byłem wychowawcą i mieszkałem w internacie musiałem czasami dość ostro interweniować i wypraszać nieproszonych gości głównie z placu. Pewnej nocy obudził mnie hałas i krzyki. Wyszedłem na plac szkoły i zobaczyłem, że na sali rozgrywa się mecz piłki nożnej. Grupa pięciu chłopców mieszkająca w pomieszczeniu z boku sali wpadła na pomysł rozegrania tego meczu. A była to godzina trzecia w nocy.

I.Z.: Czy wielu uczniów ukończyło studia związane z Pana przedmiotem?
T.N: Mam satysfakcję, że znalazła się grupa uczniów, którzy wybrali studia historyczne. Cieszę się, że absolwenci studiów wyższych, którzy uczą "mojego" przedmiotu czyli historii starają się uzupełniać wiedzę, dokształcać się metodycznie. Szkoda, że mniej zajmują się historią naszego pięknego Koniecpola i okolic.

I.Z.: Czym kierował się Pan w swojej pracy zawodowej?
T.N.: Głównym celem mojej pracy było służyć środowisku, sprzyjać rozwojowi ucznia, tworzyć lepsze warunki jego pracy, współpracować z nauczycielami. Pracować tak, by nikt nie miał do mnie żalu, bym mógł każdemu człowiekowi uścisnąć dłoń. Myślę, że to zadanie wykonałem.

I.Z.: Czego możemy Panu życzyć?
T.N.: Czego można mi życzyć? Zdrowia, szczęścia a moim najbliższym-dzieciom i ich rodzinom sukcesów zawodowych. Mnie jeszcze trochę siły i wytrwałości w tym co dzisiaj robię. Bowiem spisuję wszystko to, co zostało z historii naszego miasteczka, rejestruję ważne wydarzenia środowiskowe. Staram się upowszechniać wiedzę o naszej koniecpolskiej ziemi, mimo że jak kiedyś powiadano byłem "ptakiem" (nie urodzonym i od początku nie zamieszkałym w Koniecpolu).
Życzę naszym absolwentom wszelkiej pomyślności. Dużo zdrowia nauczycielom i pracownikom szkoły z którymi przepracowałem tyle lat.






      

      

      

      

      

      


Serwis informacyjny miasta i gminy Koniecpol © 2002 Urząd Miasta i Gminy Koniecpol
Data uruchomienia serwisu: 1 lipiec 2004r.
Design: Artur Wieczorek